Lily Evans pakowała do swojego kufra świeżo wyprane i wyprasowane szaty, nowe księgi, zapas składników eliksirów na cały rok, pergaminy, pióra i wiele innych dziwnych dla mugoli przedmiotów. Już jutro miała pojechać na stację stację King's Cross, by pociągiem dojechać na 5 rok nauki w Hogwarcie. Do Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Już nie mogła się doczekać powrotu do zamku.
Może to dziwne, ale Lily kochała się uczyć. Do jedenastego roku życia chodziła, jak każdy "normalny" człowiek, do "normalnej" nie magicznej szkoły. Zawsze miała najlepsze oceny ze wszystkich przedmiotów, co nie zmieniło się w Hogwarcie. W zamku uważana była za najmądrzejszą uczennicę. I choć była taka mądra, ku zdziwieniu wszystkich, nie trafiła do Ravenclawu, w którym ceniono sobie ludzi bystrych, lecz do Gryffindoru. Być może przez jej temperament. Nie była dziewczyną, która daje sobie w kaszę dmuchać.
Jednym przykładem były jej relacje z niejakim Jamesem Potterem. Gryfonem na tym samym roku co ona, szukającym* w drużynie quidditcha oraz drugim najprzystojniejszym chłopakiem w Hogwarcie (na pierwszym miejscu jest jego przyjaciel Syriusz Black). Dziewczyny, które kochały się w tej dwójce huncwotów stworzyły fanclub Black & Potter. Zebrała się ich spora kupka. Zarówno ze starszych klas, młodszych, jak i z ich rocznika. Wszystkie ubiegały o względy Pottera, ale bez skutku gdyż ten cały czas wzdychał do Lily (o względy Blacka też, jednak z dużo lepszym skutkiem, dopóki się nie znudziły). Evans jednak nigdy się nie zgodziła, ku uciesze fanek, ani nic nie wskazywało na to, że zgodzi się z nim umówić. Gdyby James nie był taki dziecinny, nie obrażał jej, nie dokuczał, nie poniżał jej wiernego przyjaciela, to być może kiedyś coś by się zmieniło. Ale nic nie wskazywało na to, że Rogacz (taką ksywkę ma Potter) wydorośleje lub chociaż się opanuje. Tak więc kiedy krzyczał "Evans umówisz się ze mną?!" zawsze otrzymywał odpowiedź "Nigdy Napuszony Łbie!" lub "Chyba w twoich snach Potter!".
W tym roku Lily miała na tyle przewagę nad Potterem, że została prefektem, więc nawet najmniejszy błąd mógł skończyć się dla niego szlabanem.
Kiedy głowę Rudej zajęły coraz to okrutniejsze kary dla Rogacza, jej kufer nie napełnił się ani trochę. Lily chętnie użyłaby magii, ale niestety poza Hogwartem nie można jej używać, a ona już kilka razy to zrobiła w ciągu wakacji. Dostała listy od Ministerstwa Magii z ostrzeżeniem, więc wolała nie ryzykować. W końcu mogli ją wyrzucić z jej ukochanej szkoły. Ale tak na prawdę nie to było najgorsze.
Lilyanne nie wytrzymałaby w jednym domu ze swoją siostrą Petunią dłużej niż było trzeba. Kiedyś dogadywały się wspaniale, dopóki Severus Snape nie powiedział Lily, że jest czarodziejką. Tego dnia siostry oddaliły się od siebie. A prawdziwe piekło zaczęło się kiedy Ruda dostała list z Hogwartu. Petunia zaczęła nazywać ją dziwolągiem i cały czas się wywyższała. Co roku było coraz gorzej. Kiedy unikały siebie nawzajem było najlepiej. Obie się nie odzywały.
Lily spojrzała zmęczona na swój kufer, a ciemne rude włosy opadły jej na twarz. Po krótkim namyśle dziewczyna stwierdziła, że nie ma sensu się teraz pakować, miała jeszcze mnóstwo czasu. Z przyrzeczeniem, że zrobi to później wyszła z domu.
Na dworze było pogodnie, gałązkami drzew poruszał lekki wietrzyk. Na niebie nie było ani jednej chmurki, a słońce grzało przyjemnie. Lily położyła się na miękkiej trawie i patrzała na piękne, błękitne niebo.
Następnego dnia Lily wstała o siódmej. Chciała jeszcze trochę pospać, ale wtedy do głowy wsunęła się jej okropna myśl. Niezapakowany kufer. Miała zrobić to wczoraj, ale zasnęła na dworze i tata przyniósł ją do pokoju.
Mimo iż kufer był już prawie spakowany, szukanie różnych porozrzucanych po pokoju rzeczy zajęło Lily ponad godzinę. Całkowicie gotowa była o dziesiątej. Do odjazdu pociągu miała jeszcze godzinę. Zwlokła kufer na dół po schodach i ustawiła pod drzwiami. Jej rodzice jedli jeszcze śniadanie. Z jej miasteczka do Londynu jechało się ok. 30 min. więc miała jeszcze trochę czasu. Poszła więc do salonu pooglądać telewizję. Na szczęście Petunia jeszcze spała, więc jej tu nie było. Lily puściła jakiś mugolski serial, strasznie denny. Nawet życie niemagicznych ludzi było ciekawsze.
Mark i Mary Evans zjedli w końcu śniadanie, włożyli kufer do bagażnika samochodu i wraz z córką ruszyli w drogę. Na samą myśl o spotkaniu się z przyjaciółmi serce Lily zabiło mocniej. Już za kilka minut spotka Dorcas Meadowes, Susan Disaster** i Alicję Ledwell. No i oczywiście Severusa Snape'a, ale z nim często się spotykała podczas wakacji, ponieważ mieszka nieopodal.
Nareszcie dotarli na stację, przeszli przez barierkę dzielącą peron numer 10 i 9 i znaleźli się przed pociągiem. Lily pożegnała się z płaczącą mamą oraz uśmiechniętym tatą i zaczęła szukać swoich przyjaciółek. Zamiast nich znalazła oczywiście tego wstrętnego natręta - Pottera.
- Lily! Piękności ty moja, strasznie za tobą tęskniłem! Wiem, że moja tęsknota nie dorównuje twojej tęsknocie, ale... - powiedział i wtulił się w nią mocno. Ta od razu zaczęła się wyrywać, ale Potter był za silny.
- Puszczaj mnie! Moja tęsknota jest równa zeru! Dlaczego ja zawsze muszę się na ciebie natknąć?!
- No dobrze. - puścił ją - A jeśli chodzi o ciągłe spotykanie mnie, to uważam, że to przeznaczenie. - stwierdził uśmiechając się "po huncwocku". Obok niego stali Syriusz Black, Remus Lupin i Peter Pettigrew. Lily puściła uwagę o przeznaczeniu mimo uszu i zwróciła się do Remusa, który też został prefektem.
- Remus, widziałeś gdzieś Dorcas, Susan albo Alicję?
- Chyba już weszły do pociągu.
- Okej, dzięki.
Lily szybko od nich odeszła, żeby Potter znów jej nie zaczepił i ruszyła w stronę Severusa, który dopiero teraz przyszedł na dworzec. Kurtyna włosów spadała mu na twarz, czarne oczy rozglądały się podejrzliwie, jakby chciał sprawdzić, czy gdzieś nie czai się niebezpieczeństwo. W jego przypadku było to normalne. Huncwoci zawsze się nad nim znęcali i raczej wątpliwe było to, że dzisiaj sobie odpuszczą. Zwłaszcza, że był sam.
Przyjaciele przywitali się i pogrążyli w rozmowie na temat małego mózgu Pottera. Peron powoli pustoszał, bo rodzice swoich pociech już wracali do domów. Wkrótce rozległ się dzwonek oznajmiający, że pociąg za chwilę odjedzie. Fala uczniów ruszyła ku pociągowi. Lily i Severus byli jednymi z ostatnich, którzy do niego weszli. Chodzili szukając wolnego przedziału kiedy Lupin przypomniał Rudej o spotkaniu prefektów w ostatnim przedziale. Powiedziała ślizgonowi, żeby na razie sam poszukał dla nich miejsca i ruszyła za Remusem.
Spotkanie prefektów było strasznie nudne. Prefekci naczelni mówili im co mają robić, jakie mają obowiązki i których przedziałów mają pilnować. Im przypadł 4 i 5. Jak się okazało 4 zajmowali huncwoci, więc Lupin będzie ich pilnował (a jako, że sam też jest huncwotem, po prostu będzie z nimi siedział), a Lily zajmie się 5.
Spotkanie w końcu się skończyło, więc wyszli z przedziału. Po chwili ulgi Lily ogarnęła wściekłość. Na końcu korytarza 2/4 huncwotów (Peter tylko patrzał podniecony) groziło Snape'owi różdżkami. Evans pobiegła do nich ile sił w nogach. Uderzyła Pottera w potylicę i wyrwała mu różdżkę, po czym za jej pomocą rozbroiła Blacka.
- Jesteście nienormalni! Jeszcze nie dojechaliśmy do Hogwartu, a wy już zaczynacie! Wracajcie do przedziału i już z niego nie wychodźcie! - wydarła się tak głośno, że kilka osób wystawiło głowy ze swoich przedziałów.
- Bo co pani prefekt da nam szlaban? - szydził Black.
- A żebyś wiedział!
- Jasne, nie odważysz się.
- Tak? Black, Potter szlaban! Jutro o 17 u Filcha!
- Ty szl... - zaczął Syriusz, ale James mu przerwał. Dobrze wiedział, że chciał nazwać Lily szlamą, a wtedy kłopoty mieliby o wiele gorsze. Zresztą nigdy nie pozwoli, żeby jego ukochaną Lilunię ktoś obrażał.
- Zamknij się! I chodź już do przedziału. - posłał jeszcze spojrzenie swojej piękności i wszedł do przedziału. Wściekły Black wziął od Lily różdżkę i poszedł w ślad za Potterem. W drzwiach jeszcze się obrócił, szepnął "densaugeo" w stronę Snape'a i zniknął w przedziale. Severusowi w jednej chwili zęby zaczęły się wydłużać, po chwili sięgały już brody. Wyglądał na prawdę komicznie. Większość osób oglądających tą scenę wybuchnęło śmiechem.
- I z czego się śmiejecie?! Jeszcze raz ktoś spojrzy z przedziału, a też dostanie szlaban! - wybuchnęła Lily. Zasłoniła Snape'a i poszła z nim do łazienki. Była strasznie mała, kafelki na ziemi miały biały kolor, a na ścianach brzoskwiniowy. Przy jednej ścianie stała umywalka, a nad nią wisiało duże, popękane lustro. Z drugiej strony był plastikowy klozet. Na drzwiach ktoś się podpisał niezmywalnym markerem "Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz pozdrawiają". Nawet tutaj musieli coś po sobie pozostawić. Lily westchnęła.
Zęby Snape'a sięgały już do obojczyków. Gryfonka nie wiedziała jak ma skrócić te zęby. Chyba od razu po przybyciu do zamku Severus będzie musiał iść do Skrzydła Szpitalnego. Uśmiechnęła się do niego smutno. Kolejny raz Huncwoci zepsuli im humor.
- Przed ucztą pójdziesz do pani Pomfrey, ona coś zrobi z tymi zębami.
Pani Pomfrey była pielęgniarką w Hogwarcie. Na wszystko miała jakiś eliksir lub czar. Severus skrzywił się, co bardzo dziwnie wyglądało przez te zęby.
- Przynajmniej ominie cię nudna Ceremonia Przydziału. - starała się go pocieszyć Lily. Niestety oprócz Ceremonii Przydziału ominie go zapewne także uczta.
- Majne pofiefene. - mruknął ślizgon. Ledwo dało się go zrozumieć. Jedynym plusem w tej sytuacji było to, że zęby przestały już rosnąć.
- Wiem. Jakoś się na nich zemszczę. Można im nalać amortencji do picia! Ale wtedy by pokochali nas, a ja mam ich już dość. Zawsze można poprosić Malfoya, żeby im tego dolał. Wtedy w nim by się zakochali. Wyobrażasz sobie ich latających za Lucjuszem i wyznającym mu miłość?
Zaśmiał się donośnie, co zabrzmiało jak szum.
- Szkoda, że nie mam amortencji.
- Feci pfet toboł mift elikfiów, moeł go ufaszyć.
- Hahaha, szkoda że to jest zabronione...
- Nift nie mufi sieł dofiecieć.
- Masz rację. Huncwoci co rok robią takie rzeczy, że powinni zostać wywaleni ze szkoły już ze sto razy! My też możemy sobie na coś pozwolić! Musisz tylko jakoś przekonać Malfoya, żeby dolał im tego do soku. Możesz powiedzieć, że to jakaś trucizna, czy coś. - mrugnęła do niego. W łazience w dachu było okno. Niebo było już ciemne, za chwilę dojadą na miejsce. Po chwili pociąg zaczął zwalniać. Poczekali aż wszyscy wyjdą z pociągu i wyszli z łazienki. Lily chciała za wszelką cenę ochronić Severusa przed uczniami, pokazującymi go palcami i śmiejącymi się na jego widok. W końcu musieli wysiąść. Większość uczniów już zniknęła w pojazdach bez koni, ale zostało ich jeszcze spora kupka (uczniów). Z daleka było słychać jak Hagrid, gajowy w Hogwartu, woła pierwszorocznych.
Weszli do jednego z powozów razem z jakimiś drugoklasistami. Oczywiście przyglądali się Snape'owi z pięściami w buzi, żeby nie wybuchnąć śmiechem, ale nic nie powiedzieli. Po kilku minutach dotarli na miejsce. Ślizgon starał się zasłonić zęby, ale nie wiele mu to dało. Były za duże. Szybko poszli do Skrzydła Szpitalnego gdzie musieli się pożegnać. Lily wróciła do Wielkiej Sali. Ominęła ją już piosenka Tiary Przydziału i teraz McGonagall wywoływała po kolei pierwszaków, żeby kapelusz przydzielił ich do właściwego domu. Ruda usiadła przy stole Gryffindoru i od razu rzuciła się na swoje przyjaciółki. Strasznie za nimi tęskniła. Po jakimś czasie wszyscy zostali przydzieleni do odpowiednich domów i teraz czekali na przemowę Dumbledore'a.
- Witam serdecznie starych uczniów jak i tych nowych. Wiem, że jesteście strasznie głodni, więc tylko przypomnę wam o pewnych zasadach. - zaczął z szerokim uśmiechem na ustach. - Uczniowie nie mają prawa wchodzić do Zakazanego Lasu, nie radzę sprawdzać dlaczego. - mrugnął w stronę stołu Gryffindoru. - Macie jeszcze dołożonych kilka zakazów, jeżeli ktoś kiedykolwiek będzie chciał je przeczytać, są wywieszone na drzwiach gabinetu pana Filcha. No dobrze, wsuwajcie! - zakończył, a na stołach pojawiły się wspaniałe potrawy. Ich zapach wypełnił całą Salę. Lily niemal rzuciła się na jedzenie, nałożyła sobie wszystkiego po trochu. Kiedy już wszyscy się najedli talerze i półmiski wyczyściły się, a na ich miejscu pojawiły się niesamowite desery.
- Jeśli już wszyscy najedzeni, to niech pójdą za prefektami swoich domów. Dobranoc! - odezwał się jeszcze Dumbledore. Wszyscy uczniowie wstali i patrzyli wyczekująco na Lily i Remusa. Oni w końcu zorientowali się, że są prefektami i wstali nawołując pierwszaków, żeby szli za nimi. Lily jeszcze spojrzała na zaczarowane sklepienie, było granatowe i upstrzone gwiazdami jak niebo. "To będzie wspaniały rok" - pomyślała Gryfonka.
*Gdzieś przeczytałam, że J. K. Rowling powiedziała, że James Potter był ścigającym, ja jednak napisałam, że jest szukającym, ponieważ często bawił się zniczem.
**Postać wymyślona przeze mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz